poniedziałek, 16 maja 2011

Brie, Cambozola, Camembert: idee dojrzewające


Lubicie sery pleśniowe? Ja tak. Oczywiście, im bardziej spleśniałe, tym lepsze. Niektórzy się nimi serdecznie brzydzą. Jedzą tylko świeże. Ale ja o czymś innym. Nasze różne pomysły, koncepcje, idee też dojrzewają - jak sery. Często wpadamy na jakiś pomysł, tak, na pewno genialny. Warto go jednak odłożyć, niech leży i dojrzewa. Dawniej się mówiło: w szufladzie, dziś na twardym dysku. Po jakimś czasie wracamy do tych idei. Często okazują się bardziej dojrzałe, lepsze – tak jak sery. A może to my jesteśmy bardziej dojrzali, już inni i potrafimy coś nowego zobaczyć w tych starych ideach?  W każdym razie, nie śpieszmy się z wykorzystaniem lub zastosowaniem idei, które nam nagle przychodzą do głowy. Powoli. Poleżą, będą lepsze. Nie wiem jak to się dzieje, ale tak jest.
Nasz umysł jest jak rzeka, która niesie jakieś przedmioty. Czasami, kiedy woda wzbiera, wyrzuca je na brzeg  i tam zostawia. Kiedy woda znowu się podnosi (czyli mamy jakiś wzlot natchnienia lub napad myślenia – tak jak napad padaczki u niektórych pechowców), porywa je znowu i włącza do swojego nurtu. Gdzieś tam pływają i mieszają się z innymi ideami, tworząc mniej czy bardziej płynne wytwory, przedziwne kombinacje, które niczym tratwy zrodzone z przypadku, płyną w dół. Czyli gdzie? Do morza? Czyli gdzie?...  Tak, naprawdę idee lekko spleśniałe są najlepsze. 
Zaraz zaraz, o czym ja tu… co jest? Rzeka, woda, sery, pomieszane, spleśniałe? Ale chrzanię bez sensu, no. Kompletne głupoty, może w tym jest jakaś idea, ale lepiej ją zostawię, niech sobie jeszcze spleśnie… tfu, dojrzeje i potem ją znowu wrzucę do tej rzeki. Niech płynie. A jak nie to wyciągnę z lodówki i co nieco uszczknę. Najlepiej z czerwonym winem, oczywiście (jakiś lekki Merlot albo Pinot Noir). Nie, no co ja gadam, koniec z tymi serami, to nie jest blog o przepisach kulinarnych, więcej serów tu już nie będzie, obiecuję, nigdy więcej. Chyba że dojrzeją. Wtedy znów do nich wrócę.
*
Żarty żartami, ale odkładanie idei i pomysłów to jedna z najprostszych technik twórczego myślenia. Mało wysiłku, możliwe skutki – być może wartościowe. Odkładamy zalążek jakiejś ciekawej myśli, a nasz mózg pracuje nad nią, bez naszej świadomości, jakoś peryferyjnie, w rozproszony, niejawny sposób. A w pewnej chwili pomysł wraca jako gotowy, dający poczucie wglądu, rozumienia. Dlatego też ważne jest czytanie dobrych książek. Dyskusje z ludźmi, których poglądy coś nam wywracają w głowie, podważają oczywistości. To nasiona, które dojrzeją i wydadzą kiedyś owoc.
Ważne, żeby się nie śpieszyć. Ale cóż, brak pośpiechu to dzisiaj luksus dla wybranych.
Myślę, że jakość życia zależy od tego, czy nasze idee mogą w nas dojrzewać powoli, bez przymusu, bez pośpiechu. W pośpiechu nie zrobimy dobrego sera. Ani wina. Ani myśli. Ani życia. To wszystko musi dojrzewać. No i druga rzecz: jeśli coś odkładamy aby dojrzało, to musi to być „coś”, jakiś zalążek, ziarno. Jeśli odłożymy nic, to poleży, dojrzeje i dalej będzie to nic. Może bardziej dojrzałe.
Chociaż, czy to źle? Czy to, że jakaś idea dojrzeje i okaże się nic nie warta, to źle? To też rodzaj wiedzy. Wiedzy w naszej kulturze nie docenianej, bo my chcemy wiedzieć, że… tak, lubimy wiedzę „pozytywną”.  A jak się dowiadujemy, że NIE? Nie - to taka sama wiedza jak tak. Minus ma tę samą wartość, co plus. Zero – tę samą wartość co jeden. Orzeł i reszka. Wartość istnieje tylko tam, gdzie istnieją przeciwieństwa. Szczęście jest możliwe tylko wtedy, kiedy istnieje obok nieszczęścia. Nie lekceważmy wiedzy negatywnej.
Pozwólmy wszystkiemu dojrzewać. Może kiedyś dowiemy się wszystkiego, co tak. I wszystkiego, co nie. Jak już do tego dojrzejemy…

***

1 komentarz:

  1. .....może nie będzie nam dane dojrzeć i niczego nigdy się nie dowiemy ...
    Grażyna

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.