piątek, 15 lutego 2013


@ MYŚL DNIA.    To nieprawda, że ludzie nie potrafią się zmieniać. Potrafią, czasem radykalnie. Potrzeba do tego alternatywy, konkretnego przykładu, że można (żyć) inaczej. Racja, słowa uczą, przykłady pociągają. 
Ludzie się nie zmieniają, bo nie wiedzą, że można. Największa dynamika życia jest tam, gdzie obok siebie żyją ludzie różni, o różnych obyczajach, poglądach, kulturach.
Jest jedno niebezpieczeństwo, bardzo realne: 
że zamiast się od siebie uczyć, zaczną do siebie strzelać.

            *

piątek, 8 lutego 2013


@ MYŚL DNIA.    Jestem niczym.
Nie, nie, to nie żadna samokrytyka, poczucie niższości czy podobne.
Naprawdę jestem niczym.
Może inaczej: jestem pustym miejscem,
w którym wydarza się to, co nazywam "ja".
Jak się wydarza? Dlaczego? O tym nie wiem nic.

            *

środa, 6 lutego 2013


@ MYŚL DNIA.    To nie ludzie mają poglądy. To poglądy mają ludzi.
A gdyby tak wyzwolić się od poglądów?
Wywołać rewolucję pod hasłem:
"precz z poglądami?"

            *

wtorek, 5 lutego 2013


@ MYŚL DNIA.    W świecie błyskawicznie rośnie liczba wspaniałych technologii, technik, narzędzi. Ludzie pytają więc: do czego możemy tych narzędzi użyć, czemu one mają służyć?
Na to pytanie trudniej odpowiedzieć, niż wymyślić nowe narzędzie.
Ludzie rozpaczliwie potrzebują celów, a nie środków. Jeszcze bardziej potrzebują szczęścia, którego spodziewają się po osiągnięciu tych celów. Najczęściej tylko się spodziewają…

            *

wtorek, 29 stycznia 2013

Oświecenie



            To, co chcę tu napisać, wynika z pewnej koincydencji tego, co pisze się na tym blogu i co dzieje się w życiu – moim – choć raczej unikam mieszania tych dwóch obszarów. Otóż, w komentarzu poniżej J., jak zwykle rozeźlony moimi głupimi poglądami, napisał – cytuję:
„Tobie trzeba przypierdolić pałką (stara zasada zenu)” . Bardzo mnie to wzruszyło, bo to wyraz troski o moje oświecenie i J. zadziałał tu jako prawdziwy  Mistrz . Zresztą byłby naprawdę świetny w tej roli. Czasem go sobie wyobrażam w jakimś klasztorze, jak sztorcuje młodych, naiwnych mniszków. To jest człowiek o gołębim sercu i o cholernie niewyparzonym  języku, co bardzo łatwo tu sprawdzić.  J. próbuje tym językiem zamaskować swoją wrażliwość, emocjonalność. Ale do rzeczy. Idzie o to, hmm, walnięcie pałką. W zenie, jak mi się wydaje, przywiązuje się do tej praktyki dużą wagę. Jeśli jakiś mnich lub medytujący przysypia lub wydaje się mało skoncentrowany, to starszy mnich właśnie p……dala mu w plecy specjalnym kijem (bodajże kyosaku, czy jakoś tak?). Ma to podziałać tak, że przywraca walniętemu kontakt z rzeczywistością. Czyli, silny bodziec fizyczny ma prowadzić do nagłego rozbłysku świadomości, nawet satori… To taka klasyka w buddyzmie zen.
            Tu wracam do koincydencji z moim życiem codziennym, takiej otóż, która zasiała we mnie podejrzenia co do skuteczności  powyższego walnięcia fizycznego w naszą świadomość.
Zdarzyło się, że parę dni temu, kiedy mróz był dość mocny, wracałem wieczorem do domu. Wszedłem na jezdnię, pokrytą lodem śliskim jak masło. Byłem nieco zdekoncentrowany i nie myślałem o tym, co mam pod nogami. W pewnej chwili ziemia (cholerne bydlę) wykonała gwałtowny i kompletnie zaskakujący skręt o 90 stopni, waląc mnie w prawą część ciała. Leżąc przez kilka sekund przytulony do zimnej gleby byłem w odmiennym stanie świadomości. I co mi przyszło do głowy? Doznałem mianowicie absolutnej NIERZECZYWISTOŚCI tej sytuacji. Żadne tam oświecenie, którego mógłbym się spodziewać. Gówno, a nie satori.  Gdzieś niedaleko przechodzili jacyś ludzie, więc szybko się zerwałem na nogi. Nie chciałem usłyszeć charakterystycznego „Uaaaahaha” jakie wydają nasi bliźni widząc takie sytuacje. Ale nic, cisza. I najgorsze, powtarzam: żadnego oświecenia. Poczucie, że jestem idiotą. Spieprzałem do domu jak zając. Biodro i kolano bolą mnie jak diabli do dziś  (gleba była twarda), ale nic się nie złamało, w porządku, do wesela się zagoi, chłopaki nie płaczą.
            Implikacje tego zdarzenia są bardziej metafizyczne i to mnie najbardziej dotknęło.  Podejrzewam, że silne doznania fizyczne wcale nie otwierają nas na rzeczywistość. Są czymś zaskakującym i dziwnym. Rzeczywistość to coś zwykłego, normalnego, to nawyk, bezmyślność, habituacja, nuda, oczywistość i co tam chcecie. Rzeczywistość, która wali nas w łeb, albo robi coś dziwnego, to wcale nie rzeczywistość. To jakiś wybryk, bzdura. Kompromitacja. To nierzeczywistość.
            Dlatego Jurek, odłóż tę pałę i stosuj wobec mnie inne metody. Na mnie bodźce fizyczne chyba nie działają. Intelektualne też już rzadko. Ale próbować można. A nuż nas coś oświeci?
            Fakt, że tu rozmawiamy, świadczy o tym, że jakiegoś oświecenia się spodziewamy.

            ***

piątek, 25 stycznia 2013


@ MYŚL DNIA.    Zadajemy światu różne pytania: z czego się składa, jak działa, jakie zasady nim kierują. Świat nam odpowiada milcząco. Pokazuje nam, jaki jest. Nazywamy to nauką, poznaniem, wiedzą...
Możemy też światu zadać pytanie, jaka jest jego wartość? Na czym polega jego znaczenie? Czy ma jakiś sens?
Wtedy świat milczy. Może, gdyby umiał do nas mówić wprost, powiedziałby: spodziewałem się, że to ty odpowiesz na te pytania. Myślałem, że po to się tu pojawiłeś…Ty też jesteś mną, czyli światem.
Wniosek jest prosty: pytaj sam siebie.
           
            *

poniedziałek, 21 stycznia 2013


ë PORADA DNIA.    Przeczytałeś już cały Internet? Nie martw się, tam ciągle coś dopisują. Poczekaj trochę i czytaj dalej.

            *