wtorek, 21 lutego 2012


@ MYŚL DNIA.    Cygan, który kradnie ci portfel, to obywatel narodowości romskiej, samorealizujący się w sposób specyficzny dla własnej kultury.
Poprawność polityczna ma się dobrze. Wciąż fałszujemy świat, zakłamujemy i ogłupiamy siebie, przekonujemy, że czarne jest białe a białe czarne.
W porządku. Jeśli ludzie tak chcą?
Mam tylko nadzieję, że nazwanie gówna czekoladą nie sprawi, że zaczniemy je jeść ze smakiem.
*

14 komentarzy:

  1. A właśnie miałam ochotę na czekoladę... Nie, już nie zaryzykuję - może ktoś właśnie przekonał kogoś, że to brązowe dobrze smakuje i zawinął w odpowiedni papierek... Wyjdzie mi na zdrowie... Ależ Pan dba o swoich czytelników:)

    K.

    P.S. Czy tutaj chodzi po prostu o granice tej poprawności (którą rozumiem szeroko, jako zasłonę rzeczywistej opinii na jakikolwiek ważny dla ludzi temat), czy też o to, że jej być po prostu nie powinno? Druga opcja znowu mi śmierdzi anarchiczno-utopijną nutą, więc jakoś w nią nie wierzę... Pewnie, że chciałabym, żeby czekolada znowu stała się czekoladą i żebym nie musiała się obawiać o to że ktoś wmanewrował mi coś innego, ale z drugiej strony chyba nie chcę (i wydaje mi się, że mało kto chce) usłyszeć co inni naprawdę o mnie myślą (a tak skończyłoby się zniesienie wszelkiej politycznej poprawności - tej małej codziennej i tej dużej medialnej). Wracając - czy to nie jest tak, że polityczna poprawność ma nas chronić przed agresją innych, a po prostu są tacy, którzy z opcji tej korzystają, by chronić swój zad przed odpowiedzialnością np. za złodziejstwo? Powracając do samego początku: czy jednak chodzi znowu o granice?

    OdpowiedzUsuń
  2. ....niestety,często nieświadomie jemy gówno .Gratuluję tekstu Jaświat.Chętnie bym ten temat rozwinął.Chyba trzeba radykalnie trzymać się pojęć - rzeczywiste- istniejące- jedno wyklucza drugie, ale razem tworzą zrozumienie ... . ..#

    OdpowiedzUsuń
  3. Spróbuję Wam powiedzieć co myślę; jakoś tak wspólnie, choć skrótowo. Pani K. - myślę, że poprawność polityczna to faktycznie kwestia granic, a dokładniej - przekroczenia pewnych granic. Wszyscy kłamiemy, udajemy, współtworzymy sobie jakiś wspólny świat w dużym stopniu fikcyjny, bo tak się lepiej żyje. A może: bo tylko tak w ogóle można żyć? Ale polityczna poprawność to przegięcie pały, to już jawne oszustwo. Najgorsze w tym jest to, że jeśli nazywamy coś po imieniu, to możemy z tym coś robić, działać, zmieniać na lepsze. Jeśli mówimy, że wszystko jest ok, cacy, nikogo nie wolno urazić ani dotknąć, to znaczy że żyjemy w świecie najlepszym z możliwych. Jedzmy tę naszą czekoladę, szczerząc zęby w brązowym uśmiechu. Tak, wszystko jest kwestią granic.
    Jurek, cieszę się że jesteś. Tak trochę myślałem że - jak przeczytasz - ten "jaświat" Cię jakoś sprowokuje. To taka próba myślenia o rzeczach bardzo trudnych, myślenia w sposób nieschematyczny. Czytam to jeszcze raz i mam wrażenie, że to nie tak trzeba wyrazić. Coś w tym jest, ale nie do końca tak, jak zwykle. Pomóż trochę... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ...nie do końca potrafię! nie potrafię o tym mówić...śmierć jest tym czym jest - co mam powiedzieć? muszę zachować milczenie!...#

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie Marku, ja po prostu inaczej sobie zoperacjonalizowałam to pojęcie - poprawnością polityczną była dla mnie zarówno przywołana przez pana skrajność, jak i poprawność niższego stopnia (unikanie np. publicznego poniżania kobiet z racji tylko tego, że są kobietami - tylko proszę nie wchodźmy w dyskusje genderowe...). Jeśli przyjąć za Panem, że ta poprawność to tylko te skrajności (w sumie takie skrajnie instrumentalne kłamstwa) - zgadzam się z Panem w 100%
    Co do "Jaświata" - już to pisałam, również jestem pod ogromnym wrażeniem... Intryguje mnie ten obraz, a najbardziej inspirowane nim wyobrażenie jak uwspólniamy nasze "jaświaty", a z drugiej strony, jak znajdujemy granice swojej "jasności". A właściwie ich nie znajdujemy, bo przecież ciemność nie istnieje - jest tylko brakiem światła, więc tak naprawdę może rzeczywiście nasz jaświat nie ma granic... Przenosząc to na inny grunt - wyobraźmy sobie dwie "sąsiadujące" ze sobą gwiazdy - obie emitują światło, światło jednej dociera do drugiej i odwrotnie; gdzieś jest przestrzeń, która "uwspólnia" ich światło, jakiś fizyk pewnie wymyślił jakieś zderzenia fotonów, ale dla obserwatora laika między światłem jednej i światłem drugiej nie ma granicy... Co zrobić z tym, że tak się różnimy - że nasze jaświaty są zupełnie różne, że każdy z nas inaczej widzi nie tylko plamy Rorschacha, ale też wszystkie konkrety tego świata... Jak połączyć płynne przejście między mną i światem (choć "czuję" to bardzo mocno) z tym, że świat jednak ma w sobie wiele "inności" i że one jednak determinują pewną oddzielność: "ja" i "świat"... Mam wrażenie, że to jakoś istniej paralelnie, bo jedna i druga opcja są dla mnie równie przekonujące...

    K.

    OdpowiedzUsuń
  6. .....ale jemy,czy ze smakiem ? to już zależy od każdego z nas !!
    Jurek jak zawsze pisze o śmierci,czyli odejściu w ZAŚWIATY,
    .... czyli musi istnieć wiele światów !! skoro odchodzimy w zaświaty,
    Jurek dlaczego MUSISZ zachować milczenie,szkoda, umknie nam jeden z Jaświatów.
    Myślę,że ilu ludzi tyle Jaświatów i ktoś wpadł na pomysł żeby to "uporządkować"....niestety i mamy to co mamy,brak tolerencji,która u wielu budzi paniczny lęk.....
    Grażyna

    OdpowiedzUsuń
  7. ....nie jest to kwestia intelektualnej interpretacji -to doświadczenie totalne..i tylko takie zmienia i daje wgląd..czy moja bezpośredniość kogoś rani? przepraszam!....#

    OdpowiedzUsuń
  8. Doświadczenie totalne. Chyba tu jest pies pogrzebany. Jak zawrzeć/wyrazić/opisać doświadczenie totalne używając słów, obojętne czy mówionych czy pisanych? Słowa to sekwencje, linijki, cienkie strużki. Co to ma wspólnego z totalnością?
    Często przychodzi mi na myśl taki obraz: jesteśmy jak muchy, które ktoś umoczył w atramencie. Przestraszone muchy lecą do okna żeby uciec, ale natrafiają na szybę. Miotają się po tej szybie bezładnie, na oślep szukając jakiejś drogi, wyjścia, które jest zupełnie gdzie indziej. Przy okazji zostawiają na szybie atramentowe ślady, które przy odrobinie dobrej woli możemy nazwać pismem. I to jest właśnie to co my robimy. Te bazgroły na szybie to nasze pisanie. Ale spróbujcie wytłumaczyć to muchom.
    Mam nadzieję, że ta przenośnia nikogo nie rani? ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. ....dlaczego ma ranić ?? ani przez Jurka ani przez Marka nie czuję się zraniona !!! próbuję mój świat zrozumieć i porównuję go z innymi światami....i właśnie to porównanie jest szaleństwem bo jak porównać dwie szyby "zapisane przez muchy",że posłużę się przykładem Marka...
    Jurek,każdy z nas ma "jakieś" doświadczenia i tylko o tych "skrajnych" nikomu nie mówi ,bo nie ma słów na ich opisanie......
    "....nie jest to kwestia intelektualnej interpretacji " ale...... emocji i uczuć
    Grażyna

    OdpowiedzUsuń
  10. ....ja się czuję jak ta mucha Marka....
    .....widzę oczyma wyobraźni uśmiech na waszych twarzach...no cóż wyście już o tym dawno wiedzieli...
    Grażyna

    OdpowiedzUsuń
  11. Przenośnia może niezbyt przyjemna (much nie lubię i nikt mnie do nich nie przekona:), ale bardzo trafna... Jak już się wychylimy poza ten nasz schematyczny obszar, z naszego gadania zostają tylko brzydkie plamy... Szkoda słów, znaczy atramentu:) Jeśli uda mi się postmyślowo coś zrobić ze moją plamą - odezwę się. Choć nie jestem pewna czy mnie wtedy zrozumiecie...

    K.

    OdpowiedzUsuń
  12. Źle się wyraziłam - nie tyle nie zrozumiecie, tylko "nie poczujecie"(?)... Dobra, znowu się miotam na tej mojej szybie...

    K.
    P.S Wydaje mi się, że postmyślowych jest dużo i było dużo... Taki np. Pachelbel swoim Kanonem D-dur (wiem zabrzmiało pompatycznie) przekazał "postmyślowo" tyle nieogarniętych przestrzeni doświadczeń (celowo mówię o tym utworze, bo jego wydźwięk dla mnie jest pozytywny - nie rezerwujmy rzeczy ostatecznych dla doświadczeń przykrych), że nie wyczerpałyby tego tomy... Ja przynajmniej tak to czuję i wydaje mi się, że postmyślowość jest czymś, co powoli ewoluuje i kiedyś nas odklei od tej szyby. Problem polega na tym, że ciężko jest postmyślowo się komunikować...

    OdpowiedzUsuń
  13. Pani K., ....uch, ale stężenie problemów! Litości, nie jestem w stanie się od razu z tym zmierzyć, ale super że Pani to wszystko tu wyraża (wrzuca? eksponuje? bazgrze na szybie? a o to chodzi). Czuję się teraz też jak ta mucha na szybie. To obrzydlistwo, zgoda. Jak się trochę pomiotam, to spróbuję odpowiedzieć bardziej sensownie.
    Tłumaczenia "źle się wyraziłam" są całkiem zbędne, tu pisują ludzie odporni na takie drobiazgi niczym ruski czołg (chyba mi za to dowalą, he he ;))).
    Przechodzę teraz na aktywność postmyślową. Jeśli się uda, rezultaty przekażę w postaci tradycyjnej, tj. przedmyślowej, tak jak to robią te muchy. Tak czy inaczej, dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  14. To ja dziękuję - za wszystkie inspiracje i za to, że Pan tutaj myślących (postmyślących?) ludzi aktywizuje (pozostałym "Pracownikom" Pracowni też dziękuję)! Koniec laurki [SZCZEREJ!]

    K.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.