niedziela, 13 czerwca 2010

Człowiek, czyli szkic

            Kiedyś pisałem o ciągłym niedookreśleniu wszystkiego co robimy i naszych równie ciągłych wysiłkach, żeby to coś dookreślić. Warto pamiętać, że niedookreślenie dotyczy nie tylko naszych planów, myśli, projektów, słowem: rzeczy. Dotyczy również nas. Ja i ty jesteśmy niedookreśleni. Jesteśmy szkicami, bazgrołami, które ciągle przerabiamy, poprawiamy i czekamy na chwilę, w której te bazgroły zamienią się w coś gotowego, skończonego. W obraz.
            Nie zamienią się. Nigdy nie będziemy obrazem: zawsze szkicem. Przynajmniej dopóki żyjemy. Obrazem, czymś „ukończonym” możemy być na pomniku. Jeśli będziemy go mieli. 
            Pojęcie „tożsamość” stało się od pewnego czasu podstawowym terminem nauk o człowieku, polityki, kulturoznawstwa. To pojęcie nas dręczy. Może dlatego, że nie wiemy co to słowo znaczy? Kiedyś znaczyło to „coś, co jest stale tym samym” lub podobnie. Może to idea, która powinna już trafić na cmentarz idei? Tożsamości już nie ma. Nikt z nas nie jest stale tym samym.
            W starych dobrych czasach ludzie uważali, że są czymś na kształt solidnej rzeczy. Nie, nie uważali się za przedmioty: za podmioty. Ale naprawdę to różnica między podmiotem a przedmiotem nie była zbyt duża. Jednym i drugim można było „miotać” jak kamieniem: przed, pod nieważne. Było to coś trwałego, ciężkiego, opisanego. Stabilnego. Na podprzedmiocie można było polegać.
            Potem nadeszły czasy postmodernizmu i tych wszystkich strasznych filozofów, którzy rozbijali, dekonstruowali i upłynniali wszystko co było trwałe, ładne, gotowe.
            Nie, to nie filozofowie to zrobili. To historia. Dzieje naszej cywilizacji, która zamieniła się w chaotyczny potok. Podmiot nie miał się już na czym oprzeć, zaczepić. Zaczął się miotać. W końcu rzucił się pod koła historii i zginął. Efekty? Nie wiemy kim jesteśmy. Nie wiemy pod co się miotnąć. Na pytanie o tożsamość możemy pokazać dowód osobisty albo podać PESEL. Człowiek jako numer? Źle mi się to kojarzy. Bardzo źle.
            Szkicujemy siebie. Gryzmolimy odpowiedzi na pytanie „kim jestem?”. Skreślamy, poprawiamy, kasujemy. Jesteśmy jak dym, ulotni, niestali, nieprzewidywalni. Gryzmoły. Mgła. Dziś to, jutro tamto. A raczej: dziś tym, jutro tamtym.
            Możemy siebie projektować. I na tym się kończy. Ciągle jesteśmy projektami. Ja bym się tym nie martwił.  Lepiej być niedokończonym projektem genialnego dzieła, niż już kompletnie zakończonym bublem. Ale to rzecz gustu.
           
            ***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.